czwartek, 14 sierpnia 2014

total blue

Postanowiłam się nie obijać i regularnie pojawiać się na blogasku. Mam nadzieję, że cieszycie się tak samo jak ja ;)))

Dzisiaj przychodzę do Was ze strojem dnia, jakim tym razem jest kraciasta koszula (kolejna już w mojej szafie) i spodnie z wysokim stanem. Jak kupowałam jedno i drugie wiedziałam, że będę kochać je całym sercem (!), ale nie spodziewałam się, że to będzie aż tak gorliwe uczucie ;))

Już pomijam fakt, że kolor niebieski, po czarnym i białym (choć według niektórych to nie są kolory), jest moim ulubionym! Koszula pasuje mi do wszystkiego - do jasnego i ciemnego dołu, do spódnic i do spodni. Myślę, że pojawi się jeszcze na blogu w jakimś zestawie, bo obecnie stała się niemalże moją drugą skórą!

Co do pozostałych części garderoby - postawiłam na gumowe baletki, lustrzane okulary, srebrny naszyjnik (zdaje się, że występował tu już ostatnio) i małą torebkę. Idealnie na wypad na pyszną kolację ;))

PS. Jeśli obserwujecie mnie na insta, doskonale wiecie, że w ostatnim czasie mój make-up to nomejkap. (Prawie) tak jest w tym przypadku. Na oczach tylko tusz + mocno podkreślone usta mazakiem z Astora.

Tadaaam!


koszula, okulary - sinsay
spodnie - vero moda
buty, naszyjnik - allegro
torebka - kari












Pozdrawiam ;***

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

projekt denko #3 tusze do rzęs

Wiem, że gdyby ktoś miał podsumować ilość moich obecności (a w zasadzie - nieobecności), myślę, że na 100% nie zdałabym do następnej klasy. Ostatnio trochę mnie nie było, nie ma co ukrywać. Ale mimo tego ciągle z tyłu głowy miałam świadomość, że jestę blogerkę i przez ten cały czas dzielnie zbierałam dla Was puste opakowania po kosmetykach, by zrobić szczegółowy i wyczerpujący temat post o kosmetykach, które zużyłam oraz o tym jak się sprawowały.

Wczoraj zebrałam się w sobie, otworzyłam torbę z denkami i znalazłam tam niesamowicie dużo kosmetyków. Postanowiłam nie wrzucać ich do jednego posta, a nawet nie dzielić go na dwie części (jak zrobiłam ostatnio), ale podzielić go tematycznie. Jak widzicie po tytule, dzisiaj zajmiemy się zdenkowanymi tuszami do rzęs. A w kolejnych odcinkach, ukazujących się raz w tygodniu, wezmę pod lupę produkty do pielęgnacji (ale nie tylko): włosów, twarzy, ciała i paznokci (niewykluczone, że te części podzielę na jeszcze bardziej szczegółowe kategorie). Mam nadzieję, że posty w takiej postaci przypadną Wam do gustu i liczę na ewentualne sugestie co do formy przekazu tych informacji.

Tyle słowem wstępu. Zaczynajmy!

Dzisiaj do zrecenzowania i oceny mam dla Was cztery produkty, czterech różnych firm. Zastanawiałam się w jakiej formie podać Wam informacje o nich. Ale postawiłam na sprawdzoną już w tego typu postach formułę: kategorie.

Tusze zaprezentuję Wam w kolejności w jakiej je zużywałam i zacznę od najstarszego:
1. MAYBELLINE The Colossal Volum' Express Mascara,
2. EVELINE Volumix Fibelast Mascara,
3. WIBO Growing Lashes Mascara,
4. LOVELY Pump Up Mascara.

Wspólnym mianownikiem wszystkich poniższych maskar jest kolor - zawsze kupuję tusze w kolorze czarnym i nie sądzę, by w tej kwestii cokolwiek uległo zmianie, gdyż przy moim codziennym makijażu największy nacisk kładę na ładnie i wyraźnie podkreślone oczy, w szczególności rzęsy. A takiego efektu nie zapewni mi żaden tusz w kolorze brązowym.



MAYBELLINE The Colossal Volum' Express Mascara

cena: ok. 23zł
pojemność: 10,7ml
wydajność: wystarczyła mi na około 3-4 miesiące, ale pod koniec zaczęła zasychać
opakowanie: trwałe i nie widać po nim śladów użytkowania (pomijając etykietkę z kodem kreskowym na uchwycie szczoteczki, ale jest to bardzo eksploatacyjne miejsce, jakby nie patrzeć), poza tym uczepiłabym się grubości owego uchwytu, przez właśnie szerokość jest nieszczególnie wygodny
szczoteczka: długa, prosta, gruba i gęsta spiralka o jednakowej długości włosków (jedynie na czubku są odrobinę krótsze), do tego sztywna - co może być wadą i zaletą, ale według mnie jeśli jest stabilna łatwiej mi nią manewrować
zapach: delikatny
wodoodporna: nie
ogólny opis: według producenta maskara miała ekstremalnie powiększać i pogrubiać rzęsy - moim zdaniem spełniała swoje zadanie optymalnie, stosując zawsze 2-3 warstwy dawała ładny efekt, nie uczuliła mnie, nie osypywała się (również pocierając kącik oka, co zdarza mi się czasami - jak to osobie noszącej soczewki), z czasem zauważalne były grudki przy aplikacji, rzęs nie podkręcała, ale ładnie rozdzielała. tusz po otwarciu miał bardzo rzadką konsystencję, po pierwszej aplikacji odczekałam kilka dni, żeby trochę zgęstniał, bo nie dało się go nakładać na rzęsy
demakijaż: zadowalające efekty dawał sam płyn micelarny, czasami potrzebowałam jednak czegoś dwufazowego (ale od biedy mydło i woda też się sprawdzały)
czy kupię ponownie?: może


EVELINE Volumix Fibelast Mascara

cena: ok. 13zł
pojemność: 9ml
wydajność: standardowo - ok. 3-4 miesiące, szybko zasycha
opakowanie: dramat! dla porównania dodaję zdjęcie maskary tuż po zakupie i po wspomnianych trzech miesiącach używania. gdyby nie zdjęcie sprzed wieku nie wiedziałabym nawet jak się maskara nazywała... starły się napisy na tubce i rączce. rozumiem, że wyprodukowanie opakowania to także koszty, ale to mogłoby być równie dobrze wykonane z papieru, nawet maskary za 6zł z "chińczyka" wydają mi się lepsze jeśli chodzi o samo opakowanie
szczoteczka: silikonowa, długa, prosta, włoski z jednej strony krótkie (idealne do dolnych rzęs) i długie po przeciwnej stronie, bardzo elastyczna szczotka, co utrudniało mi pracę, ponieważ uginała się pod najmniejszym naciskiem
zapach: delikatny 
wodoodporna: nie
ogólny opis: od producenta "pogrubiająca, rozdzielająca, unosząca" - z tych trzech najbardziej rozdzielająca, nie widziałam efektu pogrubienia (nawet przy 2-3 warstwach, jakie zawsze nakładam), nie osypywał się ani nie kruszył (chyba, że mocno pocierałam oko), nie uczulił, a swoją konsystencję zachował do końca w stanie w miarę płynnym i zdatnym do użytku
demakijaż: nie sprawiał problemów
czy kupię ponownie?: nie




WIBO Growing Lashes Mascara

cena: ok. 10zł
pojemność: 8ml
wydajność: wydajna, starcza spokojnie na 3 miesiące
opakowanie: wygodne i solidne, poza kodem kreskowym wszystko jest czytelne. widać normalne ślady użytkowania
szczoteczka: silikonowa, krótka i prosta, włoski na całej szczoteczce jednakowej długości, świetnie sprawdzała się do rzęs na dolnej powiece (nawet, gdy już odrobinę wyschła i do górnych rzęs używałam nowej), elastyczna, ale potrzeba trochę siły by na nią wpłynąć
zapach: delikatny, ale wraz z terminem przydatności psuje się
wodoodporna: nie
ogólny opis: zacznę od niewygodnej silikonowej szczoteczki - za małe i za krótkie włoski dla moich rzęs, malowało mi się niewygodnie i na pewno nie wrócę do niej, ale jeśli chodzi o cechy samego tuszu - też nie było rewelacji. według producenta maskara ma stymulować wzrost rzęs. no NIE. ja nie zauważyłam, żeby kondycja rzęs mi się jakoś poprawiła, to raz. a dwa, że nie podkręcał ich, nie pogrubiał, po prostu był. fakt, że się nie osypywał, ale to raczej u mnie normalne. z czasem trudno było go aplikować tą szczotą, ponieważ gdy powoli gęstniał trudno było uniknąć grudek
demakijaż: bezproblemowy
czy kupię ponownie?: raczej nie


LOVELY Pump Up Mascara

cena: ok. 9zł
pojemność: 8ml
wydajność: według mnie, najszybciej się kończy, ale spokojnie starcza na 2-3 miesiące, trzeba obserwować właściwości, moja nie wysychała
opakowanie: dokładnie tak samo jak z poprzednikiem, choć szata graficzna może sugerować, że jest to tusz dla gimnazjalistki, to maskara nadaje się dla każdego
szczoteczka: silikonowa, długa, wygięta, włoski po jednej stronie krótkie, po drugiej stronie długie (dobrze widać to na zdjęciach niżej), mało elastyczna, u mnie sprawdziła się idealnie do zadań na obu powiekach
zapach: delikatny
wodoodporna: nie
ogólny opis: mój faworyt wśród wszystkich maskar. zapewniał mi efekt jakiego oczekiwałam, ale przede wszystkim faktycznie tusz podkręcał mi rzęsy (nie używam zalotki od około 4 lat, ale po stosowaniu tego tuszu moje rzęsy wyglądają jak potraktowane tym narzędziem tortur). jednak musiałam się nauczyć malować rzęsy tak, aby osiągnąć ten efekt, nie zawsze mi wychodziło, a gdy się superśpieszę aplikuje go niedokładnie i nie zawsze mam co chcę. mimo wszystko: jak zapewniał producent - maskara podkręca i unosi rzęsy, pogrubia je i w miarę rozdziela, gdy pracuje się szczoteczką na mokrych rzęsach. tusz nadawał się do użytku już po pierwszym otwarciu, ale gdy odrobinę zgęstniał okazywał się jeszcze lepszy. raczej nie zauważyłam grudek (nawet przy 2-3 warstwach), ale efekt spektakularnych rzęs owszem. nie uczulił, nie osypywał się
demakijaż: czasami poza płynem micelarnym musiałam wkroczyć z innymi działami (ale to wtedy, gdy zaaplikowałam dużo warstw), ogólnie ok
czy kupię ponownie?: zdecydowanie tak



Warto w tym miejscu dodać jeszcze, że ja nie mam ogólnie problemów z osypywaniem się tuszu (co podkreślałam przy każdym produkcie), ale również "efekt pandy" jest mi obcy. Nie wiem skąd się bierze i dlaczego - u mnie po prostu nigdy nie występuje. Kruszenie się tuszu w moim przypadku, to także rzecz względna, ponieważ po całym dniu czasami zauważam, że tusz mi zniknął w wewnętrznych kącikach, ale jak wspominałam przy którymś produkcie - noszę soczewki i czasami muszę potrzeć oko lub chociaż go dotknąć, bo czuję jakiś tam dyskomfort.

Jak zauważyłyście żaden produkt nie są wodoodporny. A to dlatego, że z rozmazywaniem również nie mam problemu. Deszcz mi nie straszny. Z kolei jak już zdarzy mi się płakać w pełnym makijażu to robię to tak, żeby łezka popłynęła którymś kącikiem, a nie na wysokości tęczówki rozmazując mi tym samym mejkapy. A poza tym od tego się robią zmarszczki, więc pytam - po co...? ;)) (a poza tym niewodoodporne tusze są łatwiejsze do usunięcia podczas codziennego demakijażu, więc oszczędzam swój czas).


O SZCZOTECZKACH SŁÓW KILKA

Poniżej przedstawiłam na zbliżeniach szczoteczki poszczególnych maskar (każda z nich została podpisana). I choć nie jestem fanką szczot silikonowych, to jest tu ich zdecydowana większość.

Dlaczego za nimi nie przepadam? Bo po pierwsze podrażniają mi powiekę. Malując swoje rzęsy pierwszą warstwą tuszu, aplikuję go od samej nasady włosków, czasami niestety sięgnę za głęboko i szczotka w oku albo "porysowana" powieka na życzenie. Takie rzeczy nie zdarzają mi się, gdy używam tych zwykłych szczotek... Ponadto w moim mniemani szczotką silikonową dużo łatwiej jest sobie zrobić krzywdę (czyt. posklejać rzęsy), przy tych tradycyjnych musiałabym się o to bardziej postarać.

Zaletą pierwszej szczotki jest także wielkość - jest wielka, owszem, ale mając duże oczy łatwiej i szybciej się pracuje (jeśli ma się odrobinę praktyki). Pozostałych musiałam "się nauczyć".



zestawienie szczotek z krótkimi i długimi włoskami przeznaczonymi do rzęs na dolnej i górnej powiece

porównanie długości i grubości szczotek


Czy wśród moich denek są Wasze hity albo kity? Chętnie dowiem się co mi polecacie albo co się u Was nie sprawdziło ;)) Czekam na komentarze i dajcie znać czy pomysł na cotygodniowe małe denko Wam się podoba ;))


Pozdrawiam ;***

sobota, 2 sierpnia 2014

lady in white

Oto pierwsza letnia stylizacja. Sezon w pełni, a ja nie miałam czasu albo mi się nie chciało... Ale jak patrzę na te zdjęcia, to znowu mi się chce! I wierzcie albo nie, ale na te zdjęcia miałam dzisiaj minutę, bo po tym czasie bateria w aparacie umarła ;( Trudno, pokazuję, to co udało mi się uratować.

A uratowałam kilka ujęć ogólnych mojego stroju. W tym sezonie z przyjemnością noszę się w sukienkach i spódnicach, a już w tych w rozkloszowanych i w kształcie litery A z największą przyjemnością. W szafie mam kilka tego typu sukienek w różnych kolorach, które zmieniam jedynie w zależności od humoru. Jako dodatki występują - (gumowe) baletki, srebrny naszyjnik (który dorwałam na allegro za 7zł), nudziasta torebka i okulary z lustrzanymi szkłami. Przy czym te dwa ostatnie to świeże, dzisiejsze zakupy ;))








Jak Wam się podoba takie proste klasyczne zestawienie? ;))

Pozdrawiam ;***

poniedziałek, 21 lipca 2014

SiNSAY summer pop-up store - Kołobrzeg*

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z moją osobistą relacją z wypadu do Kołobrzegu z marką SiNSAY. Już w kolejny weekend następne spotkania w Łebie, a później w Mielnie i we Władysławowie.

W ten weekend pogoda nam dopisała! Słońce uśmiechało się szczerze od rana do wieczora, a atmosfera w strefie SiNSAY była fantastyczna. Miałam okazję poznać dwie wspaniałe dziewczyny: Olę z bloga Parasola (facebook) i Anitę z bloga Mish-Mash Wardrobe (facebook). Jeśli jeszcze ich nie znacie to zachęcam do zajrzenia na blogi i facebooki ;))

 Zaczynamy!

Impreza zaczęła się o godzinie 12 i skutecznie absorbowała uwagę większości plażowiczów. Przez cały czas dla wszystkich chętnych dostępne były m.in. stoły do tenisa i twister ;)))

Razem z dziewczynami pojawiłyśmy się w strefie przed 15 (choć ja kręciłam się tam wszystkim pod nogami już wcześniej) ;))

Szybka fociaszka i przechodzimy do rzeczy!

Jak widzicie, strefę SiNSAY można było łatwo znaleźć kierując się w stronę latarni morskiej.

Na dobry początek kolejno omówiłyśmy nasze projekty (mój możecie zobaczyć dokładnie w poprzednim poście, a dziewczyn na ich stronach).

Nawet w trakcie tych miniprezentacji inspirowałyśmy się wzajemnie i wymieniałyśmy pomysłami co jeszcze można w poszczególnych projektach dodać, odjąć, ulepszyć...


W trakcie trwania całego wydarzenia można było nie tylko obejrzeć nasze projekty, wziąć udział w przeróżnych grach i zabawach, ale również zaopatrzyć się w nowy ciuszek, który można zamienić w niepowtarzalny element naszej garderoby.

Były pytania. Od Was do nas i od nas do Was. Wymienialiśmy się inspiracjami i pomysłami kolejne DIY, a nawet zaczęliśmy kreować nowe trendy. Wiele można się było od Was nauczyć!

Miałyśmy także przyjemność nagrodzić Was za Waszą kreatywność i najlepsze pomysły (ale nie było łatwo!) ;))


Ściskamy mocno i całujemy gorąco! ;))) Oby do zobaczenia jeszcze nie raz!


 Pozdrawiam ;***

 * post powstał przy współpracy z marką SiNSAY

piątek, 18 lipca 2014

DIY: szorty i koszulka*

Jeden z ostatnich komentarzy jakie zamieściliście na blogu podczas mojej nieobecności brzmiał: rób więcej DIY! Naprzeciw Waszym oczekiwaniom i moim pomysłom wyszedł SiNSAY ;))

Dzisiaj w krótkim poście pokażę Wam co wyczarowałam ze spodenek i koszulki jakie dostałam do przerobienia w ramach wyzwania. Czytajcie uważnie, bo na końcu wpisu znajdziecie ciekawostkę ;))

Od razu zaznaczę, że miałam kilka pomysłów na przerobienie zarówno koszulki, jaki i szortów. W pasmanterii biłam się z myślami co wybrać. Ale efekty możecie już podziwiać niżej.


koszulka, która wpadła w moje ręce wyglądała mniej więcej tak. zastanawiałam się co dodać, odjąć, pociąć...

z szortami nie było łatwiej - zmieniałam zdanie co minutę i nie ukrywam, że noszenie ich w wersji oryginalnej byłoby równie przyjemne, ale jeśli można mieć coś niepowtarzalnego - czemu by nie spróbować!

w końcu zdecydowałam - koszulkę uzbroję w dodatkowe zamki, a szorty przemaluję i podrasuję wstawkami. skoczyłam do drogerii po barwnik do tkanin (postawiłam na czarny, bo białego nie było, a wybielacz w domu mi się skończył), wspomniane zamki i taśmę, z pomocą której zabezpieczałam materiał i mocowałam paski. a na szortach postanowiłam naszyć materiał, do tego celu użyłam starej bluzki. poza tym niezbędnik - nożyczki, igła i nitka.

zamki odpowiednio docięłam i rozmieściłam na bluzce (na obu ramionach z przodu i z tyłu). następnie przymocowałam je do bluzki tasiemką...

...którą wystarczy przyprasować...

...i gotowe!

Ze spodenkami miałam dłuższą przeprawę - musiałam je dzień wcześniej pofarbować, a następnie przygotować wykroje (zaręczam Wam, że to wygląda co najmniej skomplikowanie, ale wcale takie nie jest). barwiłam je krócej niż podaje producent na opakowaniu (i to o połowę czasu), dzięki czemu azteckie wzorki nie zniknęły ze spodenek, ale zyskały lekko szary kolor.

1. przygotowane wykroje. 2. wycięta kieszonka. 3. i podlepiona tasiemkami. 4. przygotowana część materiału do naszycia na przód spodenek.

ponieważ nie dysponuję maszyną do szycia, wszystko musiałam zszyć ręcznie. da się? da się!

skończone spodenki - przód

skończone spodenki - tył
A oto efekt końcowy i porównanie z tym co było na początku 


A już jutro będziecie mogły osobiście zapytać o więcej szczegółów. SiNSAY w trakcie wakacji w najpopularniejszych nadmorskich kurortach organizuje SUMMER POP UP STORE i w tym tygodniu widzimy się w Kołobrzegu. Dla osób, które pojawią się na plaży SiNSAY przygotował szereg atrakcji, m.in.: 

POP UP STORE – najnowsza kolekcja – SiNSAY & ICE-WATCH
DO IT YOURSELF - warsztaty przerabiania ciuchów
FASHION BLOGGERS – spotkania z popularnymi blogerkami
CUDA WIANKI, czyli kwiaty w dłoń
TWISTER, FUN IN THE SUN, ICE-WATCH TENIS , FREE WiFi, CHILLOUT ARE.


Po więcej klikajcie w link ;))

Osobiście i w szczególności zapraszam około godziny 15 na warsztaty DIY ;)))

Pozdrawiam ;***


*post powstał przy współpracy z marką SiNSAY