wtorek, 28 maja 2013

28.05

Całe życie na wariackich papierach. Ostatnie dni zwłaszcza. Ale powoli do przodu. I przede wszystkim widać koniec.



Pozdrawiam ;***

Odezwę się jutro. Czekajcie na post o szminkach ;)

czwartek, 16 maja 2013

trzy premiery

Już pomału zaczynałam dostawać szału, gdy próbowałam wgrać te zdjęcia. Okazało się, że gdy je przygotowywałam zapisałam je przez przypadek w jakimś nieokreślonym folderze na dysku, więc zaczęłam od początku, a gdy prawie skończyłam znalazłam te pierwsze... OMG.

Ale jak w tytule - dzisiaj na blogu debiutują moje najnowsze buty z poprzedniego posta (tak, te - fu, ble, straszne i ohydne), lumpexowy sweterek (który czekał na debiut kilka miesięcy w szafie i oto jest) i moja basicowa sukienka z C&A. Ogólnie polecam, bo mam na nią tysiąc wizji i na pewno jeszcze nie raz zagości na blogu w tym sezonie ;))

A ostatnia wiadomość dnia to to, że powoli oznaczam wszystkie moje posty etykietami, cobyście mogli szybciej znaleźć coś co Was najbardziej interesuje ;)) Jeśli mam podzielić posty na bardziej szczegółowe kategorie, to dajcie znać! Mam nadzieję, że to będzie małe ułatwienie w poruszaniu się w moim świecie ;)













Pozdrawiam ;***

PS. Szminka, którą mam na ustach będzie bohaterką jednego z najbliższych postów ;)

poniedziałek, 13 maja 2013

nowe bucisze na lato

Nie dalej jak w piątek do moich drzwi zapukał kurier z przesyłką. Dotarły do mnie nowe buty na sezon wiosna/lato. To kolejne gumowe pary w mojej szafie zaraz po kaloszach i baletkach.
Skuszona byłam w zasadzie tym, że buty, które już mam, są bardzo wygodne. Chociaż kaloszki mogłyby być nieco szersze. Ale nie o tym... Obie nowe pary przeszły już swój chrzest bojowy. W sandałkach przełaziłam całą sobotę i poniedziałek i niestety troszkę obtarły mi stopy w okolicy haluksów. Na szczęście już mi to przeszło. Gdy je zamawiałam zastanawiałam się czy nie będę ich gubić, bo w brew wszystkiemu trzymają się tylko na palcach i na pięcie. Moje obawy były jednak bezpodstawne. Nie spadły mi z nogi ani razu. Zamówiłam o numer mniejsze. Standardowo buty bez palców są dla mnie za duże i dlatego zazwyczaj kupuję je w rozmiarze 38. To była dobra decyzja ;))



Balerinki inspirowane są klasycznymi melissami. Ale nie pachną jak oryginały ;p Na szczęście są wygodne i na razie żadnej krzywdy mi nie robią ;)) Balerinki zamówiłam w moim standardowym rozmiarze - 39. 
Obie pary kupiłam u jednego Allegrowicza.



Jak Wam się podobają?

Pozdrawiam ;***

PS. I jeszcze małe pytanie na koniec - jakiś sprawdzony fryzjer w Szczecinie? Może macie jakieś namiary, bo szukam kogoś kto obetnie mi włosy tak jak chcę, a nie jak jemu się podoba.

niedziela, 12 maja 2013

ciekawostki paznokciowe - lakiery zmieniające kolor

Dzisiaj coś z cyklu ciekawostki. Czy ktoś z Was spotkał się już z lakierami zmieniającymi kolor? Jeśli nie, to chciałam je Wam przedstawić i powiedzieć o nich kilka słów ;))


Przede wszystkim jest to dobry patent dla pań, które nie mogą się zdecydować na kolor paznokci. Te lakiery umożliwiają posiadanie dwukolorowych paznokci za jednym pociągnięciem pędzelka.


Ja posiadam dwa lakiery z tej kolekcji, widoczne na zdjęciu wyżej. Na malutkiej naklejce na opakowaniu widać jak kolory się zmieniają (pod wpływem temperatury). We wszystkich przypadkach kolor z ciemniejszego, zmienia się na jaśniejszy jeśli ogrzejemy paznokcie (lub buteleczkę).

Obie buteleczki kupiłam w sklepie stacjonarnym (w Mazowiecku w Koralu), ale znalazłam je też na stronie internetowej, gdzie każdy może je zmówić online ;) Kosztowały 5,50zł, kupując je onlinie należy doliczyć jeszcze koszty przesyłki. Poza tymi dwoma miejscami można je dostać podobno w kilku Realach (niestety sama ich nie szukałam, więc to tylko pogłoska, ale sprawdzić nie zawadzi;))


A tak prezentują się na paznokciach:  

(tutaj lewa ręka była ciepła, na prawej widać cieniowanie)



(tutaj lewa dłoń jest zimniejsza, prawą próbowałam ogrzać)


A tutaj numery lakierów, które sobie wybrałam:


288 CHOCOLATE KISS - jest zdecydowanie subtelniejszy, zmiany kolorów są nieco mniej widoczne, przez co może się bardziej podobać.

271 LILLIPOP - w tym przypadku zmiany są bardziej widoczne, ponieważ paznokcie z fuksjowego różu ewoluują w kolor pudrowo różowy, prawie biały.

Podsumowując - takie lakiery, to ciekawe urozmaicenie nudnego jednokolorowego manicure. Z ich trwałością jest raczej przeciętnie, ale dwa-trzy dni wytrzymują spokojnie. Lakiery rozprowadzają się dość specyficznie, powiedziałabym - ciężko. Według mnie idealnie nadają się dla osób z krótkimi paznokciami, ponieważ wtedy każda płytka zmienia kolor w całości. Nie powstają plamy, końcówki nie odróżniają się od reszty paznokcia (nie tworzą efektu nieudolnego frencha). Na ich właściwości nie wpływa nakładanie utwardzacza, raczej podbija efekt, ponieważ paznokcie są ładnie nabłyszczone, a kolor wyrównany.

Co sądzicie o takim wynalazku? Chętnie poznam Wasze opinie ;)

Pozdrawiam ;***

czwartek, 9 maja 2013

9/05

Użeram się z jakąś notatką na zajęcia. Wolałabym pozażywać trochę algebry zamiast tego, ale cóż...
Zassało mi kolor pomadki, może na pierwszym zdjęciu coś widać, ale ten kolor jest tak trudno uchwytny na zdjęciach, że to aż przerażające... To MissSporty 036, kiss me. Postaram się przybliżyć ją w najbliższym czasie ;)) I w zanadrzu mam też kilka paznokciowych ciekawostek ;) Odświeżajcie!






Pozdrawiam ;***

niedziela, 28 kwietnia 2013

rainbow on my nails

Ten post wbrew pozorom nie przedstawia mojej kolekcji lakierów do paznokci tylko moją fantazję na ich temat w pewną leniwą niedzielę ;)) Zawsze chciałam mieć kolorową tęczę na paznokciach, ale nigdy nie miałam czasu, bo malowanie każdego pazura na inny kolor, odkręcanie i zakręcanie lakieru, czekanie aż wyschnie jedna warstwa, a później kolejna... czas, czas, czas! Ale dzisiaj mam czas i mam kolorowe paznokcie.
Lakiery zaraz przedstawię i opowiem po słowie o każdym z nich ;)




bell, nr 312 - kupiłam go jakieś lata świetlne temu i nie wiem co mną wtedy kierowało, ale dzisiaj mi się nadał idealnie i co ważne, że mimo iż stoi otwarty ponad dwa lata ciągle nie zgęstniał...

safari, nr 08 GR - jeden z miliona kolorów tej firmy jakie mam w kolekcji, na pewno wart swojej ceny (ok. 3zł) , trwały i bardzo dobrze kryje. na zdjęciu wyszedł jakoś tak blado, w rzeczywistości jest dużo bardziej soczysty ;)

nicola, nr się wytarł - ale jest to tak wspaniały i niepowtarzalny kolor, że nie można go przeoczyć, kupiłam go za całe 3 zł w sklepie typu `chińczyk` i to była najlepsza inwestycja ubiegłorocznych wakacji! był moim hitem i przez dwa miesiące praktycznie niczym innym nie malowałam paznokci. dobrze się trzyma, idealnie kryje, a sama buteleczka i pędzelek baaaardzo przypominają mi lekiery OPI

safari, nr 101 - po ok. 3 latach zrobił się z niego jeden wielki glut i pomalowanie nawet jednego paznokcia było w sumie wyzwaniem, ale udało się. Mimo to, w czasach swojej świetności sprawdzał się jak wszystkie lakiery tej firmy.

wibo, nr 484 - kupiłam go niedawno, ale długo sie nachodziłam po rossmannach, żeby go zdobyć, pochodzi (chyba) z regularnej kolekcji ExpressGrowth, dobrze się rozprowadza, szybko schnie. Jego wadą jest tylko krycie, trzeba nałożyć około 2-3 warstwy, żeby wydobyć z niego kolor, który z resztą na paznokciu prezentuję się nieokreślenie, bo myślałam, że będzie zgniłą zielenią, tymczasem w świetle dziennym to taka ciemna żółć... Kosztował ok. 5zł

wibo, nr 10, mglista poświata - pochodzi z kolekcji blogerek dla wibo i w sklepie zafascynował mnie kolor, który na paznokciu nie budzi już aż takiego zachwytu. Wygląda po prostu biało, dopiero, gdy skonfrontuję go z jakąkolwiek bielą okazuje się, że nie są to paznokcie pomalowane na biało... Szkoda, bo myślałam, że znalazłam idealną miętę. Natomiast, gdy tylko zużyję go jeszcze trochę, mam zamiar dolać do buteleczki nieco zieleni, by wzmocnić kolor. Poza tym zawiera złote drobinki, ale nie jest to typowy brokat i w sumie prawie go nie widać...

wibo, nr 310 - no cóż... pochodzi (chyba) z regularnej kolekcji ExpressGrowth, dobrze się rozprowadza, szybko schnie, na paznokciu jest piękny tak samo jak w buteleczce i nie mam doprawdy na co narzekać. Ma swojego bliźniaka w szafie MissSporty o numerze 326, wg mnie są identyczne (cena z resztą też podobna - ok. 5zł).

CR, nr 101 - pierwszy raz spotkałam się z tą firmą, a neonowa pomarańcza mieszka w mojej szufladzie już kilka miesięcy, a to jego debiut. Może to i lepiej , bo ze wszystkich lakierów jakie mam dziś na paznokciach schnie miliony lat i odbija się na nim wszystko. I tylko top go ratuje. Ale kolor ma pyszny ;)

safari, nr się wytarł - w buteleczce drobinki wypalają oczy, na szczęście na paznokciu prawie tego nie widać i to jeden z moich ulubionych kolorów, tyle ;)

safari, nr się wytarł - i o tym kolorze  mogę pisać całe eseje, zdecydowany hit zimy. Poza tym idealnie komponuję się z każdym strojem i kolorem, naprawdę pasuje do wszystkiego. Z resztą moją miłość do niego widać po stopniu zużycia. I jak żyję nigdy jeszcze nie męczyłam tak żadnego koloru, lakieru (poza odżywkami z eveline, których zużyłam już prawie 3 buteleczki). Ten lakier sobie wymarzyłam i nie sądziłam, że znajdę go w pierwszym sklepie i, że przypadnie do gustu naprawdę wszystkim. Polecam !

Cały manicure wykończyłam topem z essence, rzadko go w sumie używam, ale chciałabym, żeby te paznokcie przetrwały jak najdłużej więc niechaj się trzymają jak najlepiej ;))


 Jak Wam się podoba efekt? A może któryś kolor przypadł Wam do gustu?

Pozdrawiam ;***

piątek, 26 kwietnia 2013

26/04

To zdecydowanie uroczy dzień, chociaż moje miny na niektórych zdjęciach mówią jakby co innego. Ale to jest mało ważne. Przede wszystkim przyszła wreszcie moja maska do włosów i już nie mogę się doczekać kiedy jej użyję, a ta myśl nasunęła mi kolejną: muszę zrobić małą aktualizację kosmetyków. Trafiło w moje ręce kilka nowych rzeczy, którymi chciałabym się pochwalić. Może zdążę jeszcze przed majówką ;))







Pozdrawiam ;***