niedziela, 8 marca 2015

DIY: cienie - reaktywacja!

Pamiętacie to zdjęcie z instagrama? Dzisiaj reaktywuję to, co mi zostało z tych cieni.


Mała masakra wygląda mniej więcej tak:


A to wszystko dlatego, że chciałam zmienić dom moim cieniom na jedną dużą kasetkę z kilku małych paletek... Miało być pięknie, wyszło jak zwykle ;(


No dobra, akcja jest prosta, ale niekoniecznie szybka. Potrzebujemy:

1. zdegradowany cień prasowany
2. spirytus
3. chusteczki, dużo chusteczek
4. coś do rozdrobnienia naszej substancji (ja znalazłam śrubokręt, może być nożyk, pilnik, co tam macie)
5. moneta


Step1.: wszystko dookoła zabezpieczyć chusteczkami, ja dla bezpieczeństwa pod chusteczkami rozłożyłam folię aluminiową, żeby mi spirytus za chwilę nie zniszczył podłoża.

Step2.: rozdrobnić cień. U mnie zostały grudki większe i mniejsze, ale to przez to, że cień był zużyty w niewielkim stopniu...


Step3.: do powstałego pyłu dodać kilka kropel spirytusu, mieszać do powstania papki. Przy okazji postarać się, żeby jak najwięcej produktu z powrotem umieścić w pojemniku(?).


Step4.: gdy papka przybierze jednolitą konsystencję, a cały cień znajdzie się w opakowaniu czas przygotować monetę do ubicia cienia. Najlepiej, żeby był to przedmiot przypominający kształtem cień, ja nie znalazłam niczego takiego, stąd moneta. Owijamy ją chusteczką, z doświadczenia wiem, że najlepiej kilkukrotnie, bo szybko chłonie spirytus.


Step5.: dociskamy/ugniatamy wszystko dokładnie. U mnie wyszło tak:


Czynność powtarzamy ze wszystkimi cieniami, które mamy w rozsypce (dosłownie i w przenośni). a następnie zostawiamy je na kilka godzin, ja na całą noc, do zaschnięcia i co najważniejsze do odparowania spirytusu...


Reaktywowałam pięć z sześciu cieni (wiedziałam, że białego nigdy nie użyję, a na pewno nie perłowego...). Po pozostałe kolory sporadycznie sięgam w codziennych makijażach, więc musiałam im wrócić życie ;))


UWAGA: z doświadczenia wiadomo, że nie wszystko za pierwszym razem się udaje. Dlatego pierwszy cień, na którym będziecie wypróbowywać te metody, niech to będzie cień, na którym Wam najmniej zależy. Lepiej nie spaprać ulubionego już na wstępie ;))

Myślę, że ta metoda obiła się już większości z was o uszy, a jeśli nie mam nadzieję, że mój przepis do czegoś Wam się przyda. Dajcie znać, jeśli macie doświadczenia z takim wskrzeszaniem cieni. Albo jeśli macie na to inne sposoby! Chętnie poczytam ;))

 Pozdrawiam ;***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Niepodpisane komentarze nie będą moderowane. Chcesz wyrazić tu swoją opinię? Ok, ale podpisz się pod swoimi słowami ;)